Służba Więzienna (SW) jest formacją zaliczaną do grup dyspozycyjnych, charakteryzującą się hierarchicznym podporządkowaniem i własną strukturą organizacyjną. Z uwagi na specyfikę obowiązków i warunki środowiskowe, praca w więziennictwie jest trudna i niebezpieczna. Zawód funkcjonariusza SW to zawód o podwyższonym ryzyku psychospołecznym. Osoby go wykonujące są szczególnie narażone na stres i wypalenie zawodowe.
Zgodnie z ustawą o Służbie Więziennej, Służba Więzienna jest umundurowaną i uzbrojoną formacją apolityczną podległą Ministrowi Sprawiedliwości. Stanowi ważną instytucję w systemie bezpieczeństwa wewnętrznego państwa. Funkcjonariuszem SW może zostać osoba posiadająca obywatelstwo polskie, niekarana i legitymująca się minimum średnim wykształceniem, a także wykazująca się odpowiednimi kwalifikacjami oraz psychiczną i fizyczną zdolnością do służby w formacjach uzbrojonych.
Funkcjonariusze SW nierzadko mają kontakty z takimi kategoriami przestępców, które w przeciętnym człowieku wywołują negatywne emocje, na przykład z gwałcicielami, pedofilami czy zabójcami. Czynności wykonywane przez nich podczas służby są złożone i obejmują między innymi planowanie, organizowanie oraz wykonywanie usług nadzoru, dozoru i ochrony osadzonych w zakładach karnych i aresztach śledczych. Do ich zadań należy także eskortowanie, zapewnienie dyscypliny i bezpieczeństwa więźniów, przeszukiwanie i kontrola wjazdu i wyjazdu osób i pojazdów, weryfikacja i przeszukiwanie więźniów, a także kontrola i codzienne liczenie populacji więziennej we wszystkich obszarach więziennych.
Poza tym funkcjonariusze sprawują nadzór nad pracą więzienną i konduktem więźniów, przy czym sami mają obowiązek przestrzegania przepisów i standardów więzienia na wszystkich etapach egzekwowania prawa karnego oraz przeprowadzania działań i procedur wykroczeń dyscyplinarnych.
Zawód funkcjonariusza SW należy do zawodów o podwyższonym ryzyku psychospołecznym, zalicza się go również do zawodów szczególnie obciążonych ryzykiem stresu i wypalenia zawodowego. Ciągłe narażenie na niebezpieczeństwo, pozostawanie w stanie czujności, praca pod presją i niezdrowe warunki środowiskowe są istotne dla rozwoju stresu. Autorytarny charakter instytucji oraz konieczność bycia stale dyspozycyjnym stanowi ogromne źródło obciążenia.

Czynniki wpływające na powstawanie obciążeń psychofizycznych to między innymi ciągła dyspozycyjność, praca w systemie zmianowym, w niedziele i święta, a także możliwość odwoływania z urlopu w przypadku niedoborów kadrowych. Obciążający jest również sam obowiązek rygorystycznego przestrzegania przepisów, słabe wsparcie merytoryczne od przełożonych oraz niejasna komunikacja odnośnie do oczekiwań i wymagań podczas dnia pracy.
Zakłady karne i areszty śledcze są zarządzane autorytarnie. Poważnym czynnikiem stresogennym w pracy SW jest specyficzna relacja funkcjonariusz - przełożony. Praca ta zobowiązuje do stawienia się na polecenie przełożonego w każdym momencie, co nieraz oznacza rezygnację z urlopu wypoczynkowego, rodząc poczucie niesprawiedliwości i frustrację. Przełożeni są nastawieni na krytykę i surową ocenę, a funkcjonariusze SW uważają, że nie mają odpowiedniego wsparcia ze strony przełożonych i nierzadko zgłaszają zachowania o charakterze mobbingu.
Wskazują również na obciążenie wynikające z nadmiernej biurokracji, konieczności realizacji przepisów nieuwzględniających realiów służby, konieczności stosowania środków przymusu bezpośredniego oraz niskiego uposażenia. Ponadto funkcjonariusze SW muszą się zmagać z negatywnym odbiorem społecznym ich zawodu.
Funkcjonariusze Służby Więziennej mają bezpośredni kontakt z osadzonymi, co jest czynnikiem bardzo stresogennym. Badania wykazały, że przemoc i agresja są stale obecne w codziennym życiu osadzonych. Osoby te wielokrotnie podlegają narażeniu na zastraszanie, napaści, groźby i możliwość zamieszek, co konfiguruje narażenie na ryzyko psychospołeczne. Z kolei funkcjonariusze więzienni najczęściej wskazywali na groźby śmierci, których doświadczali w przestrzeni wewnątrz więzienia. Poza murami więzienia funkcjonariuszom towarzyszył strach. Wielu z nich miało problemy ze snem w związku z myślami o przemocy, budziło się w środku nocy z myślami o brutalnych sytuacjach, a część unikała myślenia o tym.
Głównym źródłem konfliktów i przemocy jest przeludnienie jednostek penitencjarnych. Stres traumatyczny łączy się ze stycznością z traumatycznymi zdarzeniami, obejmując ponowne przeżywanie zdarzeń w myślach i snach, unikanie bodźców przypominających te zdarzenia, a także nadmierne pobudzenie, trudności z zasypianiem, drażliwość, słabą koncentrację i nadmierną czujność. Badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych wskazują, że duża część funkcjonariuszy więziennych ma symptomy PTSD. Pracownicy ci mają podwyższone ryzyko myśli i zachowań samobójczych w porównaniu z ogółem społeczeństwa.
Narażenie na traumatyczne zdarzenia wiąże się z występowaniem kłopotów ze snem. W badaniach wielu funkcjonariuszy cierpiało na bezsenność.
Życie w chronicznym stresie i napięcie emocjonalne wpływa na ogólne pogorszenie zdrowia psychofizycznego. Stres przyczynia się do osłabienia układu odpornościowego oraz mięśniowo-szkieletowego. Może być również źródłem chorób układu sercowo-naczyniowego. Dowiedziono, że wśród osób doświadczających chronicznego stresu i napięcia emocjonalnego istotnie zwiększa się częstość występowania zespołu metabolicznego. Stres przyczynia się także do pogorszenia zdrowia psychicznego i jest powiązany z zaburzeniami depresyjnymi i lękowymi.
Na problemy zdrowotne funkcjonariuszy SW mogą wpływać niekorzystne fizyczne warunki pracy, między innymi konieczność przebywania w budynkach o grubych murach, co łączy się z ograniczoną swobodą ruchu i niewielkim dostępem do naturalnego oświetlenia. Wielu funkcjonariuszy pracuje w systemie zmianowym, co ma niekorzystny wpływ na rytm biologiczny.
Wśród funkcjonariuszy SW stres w pracy oraz wypalenie zawodowe zdarzają się częściej niż w populacji ogólnej, co nie tylko godzi w poczucie dobrostanu samego pracownika, lecz także potencjalnie zagraża bezpieczeństwu zakładu karnego i negatywnie wpływa na proces resocjalizacji osadzonych.

Przykłady mobbingu i agresji w Służbie Więziennej
Istnieją liczne historie, które ilustrują negatywne zjawiska panujące w Służbie Więziennej, w tym mobbing i agresję. Kamila, była funkcjonariuszka Służby Więziennej, przez pięć lat pracowała jako pielęgniarka w szpitalu więziennym w Barczewie, a kolejne 10 lat spędziła w Areszcie Śledczym w Olsztynie. W zeszłym roku przeszła na emeryturę, nie chcąc dłużej pracować z Marianną, kierowniczką ambulatorium.
Kamila opowiada o sytuacji, gdy osadzony z nowotworem trafił do szpitala w Gdańsku w stanie agonalnym, ponieważ kierowniczka nie przesłała na czas jego opinii lekarskiej. Jak twierdzi, postępowanie wyjaśniające było prowadzone tak, by nie wykazać winy kierowniczki, a próbowano zrzucić winę na lekarza.
Inna historia dotyczy osadzonego, któremu kupiono aparat słuchowy. Marianna odmówiła zakupu baterii do aparatu, twierdząc, że osadzony nie jest głuchy. Kamila potajemnie wyprosiła u funkcjonariuszy z kwaterunku zakup baterii, aby osadzony mógł normalnie funkcjonować.
Zanim Marianna została kierowniczką ambulatorium, była kierownikiem medycyny pracy przy Okręgowym Inspektoracie Służby Więziennej w Olsztynie. Kamila wspomina, że sypały się na nią skargi dotyczące mobbingu, jednak sprawy były zamiatane pod dywan. Dopiero dyrektor Okręgowy SW w Olsztynie zdegradował ją, co spowodowało jej przeniesienie do aresztu.
Po objęciu stanowiska kierowniczki, Marianna wprowadziła nowe porządki. Osadzonym coraz trudniej było dostać się do lekarza, ponieważ było ich mniej. Zgodnie z przepisami, świeżo przyjęty osadzony powinien być zbadany przez lekarza ogólnego w ciągu trzech dni roboczych. W tym areszcie była to fikcja, brakowało lekarzy, którzy pojawiali się na kilka godzin, maksymalnie dwa razy w tygodniu. Marianna próbowała wymusić na Kamili wpisywanie w książeczce osadzonych wykonania badania lekarskiego i podpisywanie się pieczątką lekarza, co stanowiło przestępstwo. Ostatecznie strona z badaniami była niewypełniana, a osadzeni byli bez zleceń na leki.
Gdy Kamila nie zgodziła się na fałszowanie dokumentacji medycznej, między nią a kierowniczką coraz częściej dochodziło do nieporozumień. Kamila, będąc chwilę przed emeryturą, nie chciała się narażać, wiedząc, jakimi konsekwencjami grozi takie postępowanie.
Kolejna historia dotyczy sytuacji, gdy lekarz zlecił osadzonemu dwie tabletki hydroksyzyny. Kierowniczka potrafiła wyrwać pielęgniarce te tabletki z ręki przy lekarzu, mówiąc: "On nie dostanie tych tabletek, jak nie śpi, to niech nie śpi, trudno".
Jak mówi Kamila, tajemnicą poliszynela jest, że pani kierownik ma dużo "haków" na dyrektora olsztyńskiego aresztu, dlatego jest "nie do ruszenia".

W ubiegłym roku, gdy kierowniczka zleciła Kamili zakup aparatu do sztucznego oddychania, okazało się, że sklep, z którym mieli umowę, nie miał go na stanie. Gdy aparat był już dostępny, jego cena wyniosła 350 zł. Kierowniczka zaczęła wykrzykiwać, że takiego drogiego aparatu nie chcą. Kamila odmówiła dalszych działań, a kierowniczka zagroziła jej przeniesieniem na oddział zewnętrzny. Kamila odpowiedziała, że pójdzie, ale na zwolnienie lekarskie i już więcej nie wróci.
Wkrótce Kamila spakowała swoje rzeczy, zabrała pieczątkę i 5 marca 2024 r. poszła na L4, a następnie przeszła na emeryturę. Od tamtej pory jest pod opieką psychiatry i psychologa. Kilka miesięcy później wróciła do pracy jako pielęgniarka, ale już poza więziennictwem, podkreślając ogromną różnicę i normalną atmosferę w nowym miejscu pracy.
Darek, ratownik medyczny, który podjął dodatkową pracę w ambulatorium Aresztu Śledczego w Olsztynie, również doświadczył trudnych sytuacji związanych z Marianną. Już pierwszego dnia została przez nią popchnięta. Darek usłyszał również, żeby codziennie przynosił do pracy coś słodkiego, a także, żeby nie rozmawiał z funkcjonariuszami ochrony, bo są donosicielami. Marianna zażądała, aby Darek codziennie po pracy zdawał jej relację z tego, co działo się w ambulatorium podczas jej nieobecności.
Przed coroczną kontrolą lekarza z okręgu, Darek dostał polecenie pochowania przeterminowanych leków oraz zniszczenia paszportów technicznych sprzętu medycznego bez aktualnych przeglądów. Odmówił, twierdząc, że to przestępstwo.
Po powrocie z obowiązkowego szkolenia, Darek zaczął doświadczać przytyków ze strony Marianny, dotyczących rozmów z innymi funkcjonariuszami i wychodzenia na papierosa bez jej zgody. Pewnego dnia Marianna przyniosła mu książkę o penisach, sugerując, że mógłby się z niej wiele nauczyć i że powinien dać ją synowi. Darek poczuł się urażony ingerencją w jego życie prywatne. Marianna dawała mu również do zrozumienia, że dużo wie o jego przeszłości w wojsku i policji.
Podczas obowiązkowych praktyk do ochrony, Marianna codziennie kazała Darkowi do siebie dzwonić, chcąc wiedzieć, co robił. Dzwoniła do dowódcy zmiany, aby Darek założył zimową kurtkę i czapkę, bo się rozchoruje i pójdzie na L4.
Darka, podobnie jak Kamilę, Marianna miała namawiać do podpisywania się za lekarzy i używania ich pieczątek, a także do niewydawania przepisanych leków osadzonym. Pokazywała, jak podrobić podpis lekarza, stawiając pieczątkę na czystej kartce i robiąc "ptaszka" długopisem.
Marianna chciała również, aby Darek donosił jej na innego ratownika oraz na pielęgniarkę. Zakazała mu wydawania pampersów dwóm osadzonym, którzy ich potrzebowali, a po jego sprzeciwie, udzieliła mu "opie***lu".
Darek był świadkiem sytuacji, gdy osadzony wnioskował o ksero swojej książeczki zdrowia. Kierowniczka wyciągnęła coś z jego dokumentacji i wrzuciła do niszczarki, mówiąc: "W taki sposób niszczy się roszczeniowych osadzonych".
Darek wspomina, że Marianna często mówiła, że osadzonym "to nie ludzie, tylko zwierzęta". Lubiła mieć nad nimi kontrolę, nikogo nie szanowała - ani osadzonych, ani funkcjonariuszy. Krytykowała ich ubiór, charakter pisma, sposób wypowiedzi, uważając się za kogoś lepszego.
Co pracodawca musi wiedzieć o mobbingu? | dr Urszula Torbus
Kiedyś Marianna powiedziała Darkowi, że ma dyrektora w kieszeni i może wszystko. Cofnęła mu zgodę na dorabianie w pogotowiu, jednak Darek nie przejął się tym zbytnio i dalej pracował w pogotowiu. Stresował się jednak przed każdą rozmową z kierowniczką i coraz częściej zwierzał się bliskim z problemów w pracy.
W końcu Darek poszedł na L4 z planem przeniesienia się do innego zakładu, z dala od Marianny. Po powrocie do pracy w areszcie, kierowniczka zasypywała go robotą. Podszedł do niego osadzony, ten, który wcześniej miał pretensje o brak wyników badań, i powiedział: "Uważaj, bo ci skręcą aferę. Chcą cię wyp*******ć".
Pod koniec ubiegłego roku Darek umówił się na rozmowę z dyrektorem okręgowym SW w Olsztynie. Wcześniej spotkał się z dyrektorem aresztu, prosząc o przeniesienie do Zakładu Karnego w Iławie. Dyrektor nie przyjął jego raportu o przeniesienie, stwierdzając, że nie dochował drogi służbowej, czyli przyszedł z pominięciem kierowniczki, z powodu której chciał się przenieść. Naskoczył również na niego, że umawia się z dyrektorem okręgowym za jego plecami.
Na spotkaniu z dyrektorem okręgowym Darek opowiedział o wszystkim, co dzieje się w ambulatorium i nalegał na przeniesienie do Iławy. Dyrektor polecił mu zgłosić to wszystko dyrektorowi aresztu, aby powołać komisję antymobbingową. Darek próbował umówić się z dyrektorem aresztu poprzez kierowniczkę, jednak do spotkania nie doszło, ponieważ nikt nie wyznaczył mu terminu. Darek uważa, że kierowniczka wiedziała, że chce zgłosić stosowany przez nią mobbing, dlatego go z nim nie umawiała.
10 grudnia 2024 r. Darek dowiedział się, że ma zakaz wstępu do biura przepustek i nie może skorzystać ze swojego telefonu. Czuł się zagrożony. Z gabinetu wychowawcy zadzwonił do taty i prosił o interwencję dyrektora okręgowego.
Wtedy Darek zalał się łzami, bojąc się, że zrobią mu krzywdę. Gdy chciał, aby wypuścili go do domu, ktoś wezwał policję i pogotowie, twierdząc, że deklaruje myśli samobójcze, co nie było prawdą. Powiedział o tym ratownikom i policjantom.
Gdy policja z pogotowiem odjechali, wypuścili go do domu. Darek uważa, że chcieli zrobić z niego wariata, upokorzyć i poniżyć. Prosto z aresztu pojechał do psycholog z medycyny pracy, opowiadając jej wszystko ze szczegółami. Od następnego dnia miał zakaz wstępu do pracy i wysłano go na płatny urlop.
Kilka dni później Darek złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez kierowniczkę ambulatorium (zarzucił jej mobbing i molestowanie) i dyrektora aresztu (zarzucił mu niedopełnienie obowiązków służbowych; brak reakcji na zgłaszane działania kierowniczki). Wysłał również skargę do wiceministry sprawiedliwości oraz dyrektora generalnego Służby Więziennej.
Prokuratura wszczęła śledztwo. Z ministerstwa przyszło pismo, że sprawa została skierowana do Centralnego Zarządu Służby Więziennej. Wkrótce centralny zarząd polecił podjęcie działań przez komisję antymobbingową w Areszcie Śledczym w Olsztynie.
Wnioski komisji były takie, że pani kierownik stosowała mobbing, a dyrektor dopuścił się nieprawidłowości. Dyrektor nie poniósł żadnych konsekwencji. Kierowniczka, decyzją komisji, miała być zwolniona dyscyplinarnie, ale tak się nie stało.
Jeszcze zanim komisja antymobbingowa zakończyła prace, Areszt Śledczy w Olsztynie wszczął postępowanie dyscyplinarne wobec Darka, zarzucając mu naruszenie zasad etyki zawodowej. Uważa on, że w ten sposób dyrektor aresztu chciał się na nim zemścić. Postępowanie wobec niego prowadził zaufany człowiek dyrektora.
Ukarano go naganą, aby mieć podstawę do zwolnienia go. Darek złożył już odwołanie, określając sytuację jako kuriozalną i stosującą "metody ubeckie". Zastanawia się, co robią z osadzonymi, skoro tak traktują funkcjonariuszy.
W kwietniu kierownictwo okręgowego inspektoratu oddelegowało Darka do pracy w ambulatorium zakładu karnego w Barczewie, gdzie panuje normalna atmosfera i nikt nie robi problemów z tego powodu, że pracuje również w pogotowiu.
W postępowaniu prokuratorskim, które wciąż trwa, Darek ma status pokrzywdzonego. Podobnie jak Kamila i kilka innych osób.

Konsekwencje prawne i administracyjne
Trwa śledztwo w sprawie znęcania się starszych stopniem funkcjonariuszy Służby Więziennej nad młodszymi w Zakładzie Karnym w Kłodzku w latach 2012-2018. Media donosiły o przypadkach fizycznego znęcania się, określanego mianem "fali", które polegało na szarpaniu, biciu po twarzy, ściąganiu spodni, zakładaniu kajdanek, obezwładnianiu, przykuwaniu do grzejnika oraz zamykaniu w pustej celi. Znęcanie skończyło się w 2018 roku po zawiadomieniu prokuratury przez dyrektora Zakładu Karnego.
Zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich Stanisław Trociuk zwrócił się do dyrektora generalnego SW z prośbą o informacje dotyczące wydarzeń w Zakładzie Karnym w Kłodzku. Chciał wiedzieć, czy opisywane zdarzenia były mu znane, czy podległe organy podejmowały działania wyjaśniające, jakie ustalenia i wnioski zapadły, a także czy w ostatnich 10 latach podobne zjawiska występowały w Służbie Więziennej, jaki miały charakter i jak się zakończyły.
W pytaniach pojawiła się również prośba o informacje w sprawie potencjalnych działań dyscyplinarnych i karnych wobec osób stosujących przemoc fizyczną i psychiczną lub w inny sposób prześladujących funkcjonariuszy lub pracowników Służby Więziennej. Biuro RPO chciało znać ich liczbę, czego dotyczyły, miejsce występowania oraz konsekwencje służbowe.
Gen. Kitliński miał również poinformować, czy Centralny Zarząd Służby Więziennej podejmował działania w zakresie szkoleń kadry dotyczących zapobiegania przemocy fizycznej i psychicznej oraz przeciwdziałania zjawiskom mobbingu, dyskryminacji i molestowania w Służbie Więziennej.

tags: #archer #agresja #i #mobbing #w #sluzbie

