Czynniki psychospołeczne w środowisku pracy odgrywają coraz większą rolę, niejednokrotnie są źródłem zagrożeń. Dotyczy to w szczególności mobbingu. Mobbing w miejscu pracy oraz w niemal każdej innej przestrzeni, wciąż stanowi jeden z najpoważniejszych problemów na polskim rynku pracy.
Konflikt w Błotnicy Strzeleckiej
Spór między dyrektorką Joanną Gawlik i sekretarką Barbarą Wolny jest tak ostry, że sprawa swój finał będzie miała w sądzie. Ponadto podzielił on nauczycielki ze szkoły na dwa wrogie obozy. Konflikt w podstawówce rozgorzał jeszcze w minionym roku. Jak relacjonują pracownice, zaczęło się od tego, że sekretarka zadzwoniła do nauczycielki będącej w szpitalu z informacją, by o swoim chorobowym powiadomiła dyrekcję. Joanna Gawlik uznała, że sekretarka nie powinna wykonywać takich telefonów i dała jej naganę oraz obniżyła premię.
"Oskarżyła mnie także, że ze służbowego telefonu wykonuję prywatne rozmowy - dodaje Barbara Wolny. - Ale po sprawdzeniu billingu okazało się to nieprawdą. Nazwała mnie też imbecylem."
Sekretarka zwróciła się o pomoc do Państwowej Inspekcji Pracy i zgłosiła sprawę do sądu pracy. Podczas kontroli część nauczycielek poskarżyła się na złą atmosferę w szkole, którą wprowadza dyrektorka.
"Pracownicy zwrócili uwagę na niewłaściwe zachowania po stronie pracodawcy, polegające m.in. na nieuzasadnionym obwinianiu i krytykowaniu nauczycieli i nadużywaniu uprawnień do kontroli" - mówi Łukasz Śmierciak, rzecznik prasowy PIP w Opolu. Rzecznik zaznaczył jednak, że inspektorzy nie stwierdzili definitywnie, czy dyrektorka stosowała w pracy mobbing czy nie, bo o tym przesądzić może jedynie sąd.
Dyrektor Joanna Gawlik odpiera wszystkie zarzuty. Sugeruje, że sekretarka celowo podburzyła nauczycielki i powiadomiła szereg instytucji, żeby ją oczernić. "Absolutnie nigdy nie stosowałam mobbingu. Mam nadzieję, że ta sprawa będzie wyjaśniona w sądzie. Na tym etapie nie chcę mówić o szczegółach" - ucina rozmowę.
Gawlik przyznaje jednak, iż podczas jednej z rozmów użyła określenia "nie traktuj mnie jak imbecyla". Ale odnosiło się ono do niej samej. Zdaniem dyrektorki Barbara Wolny źle odebrała jej słowa.
O złej atmosferze w szkole został powiadomiony ponadto burmistrz, rada miejska i zarząd oświaty. By załagodzić konflikt, radni zorganizowali mediacje. Ale to niewiele pomogło. "Na tym etapie trudno rozsądzać, kto zawinił" - uważa Bogusław Farion, przewodniczący rady. - "W rozstrzygnięciu tego sporu na pewno pomoże sąd. Ten będzie rozpatrywał jeszcze jedną kwestię - czy sekretarka paliła papierosy na terenie szkoły i czy opuszczała miejsce pracy. Na tej podstawie dyrektorka wręczyła jej bowiem wypowiedzenie. Barbara Wolny z dniem 1 lipca straci pracę."

Mobbing w kontekście krajowym
Najnowsze badania wykazują, że zdecydowana większość pracowników zetknęła się z zachowaniami mogącymi być uznanymi za mobbing. Prawo do godnej pracy oraz przestrzeni wolnej od przemocy i molestowania jest fundamentalnym prawem człowieka.
27 maja br. Obowiązujące przepisy dotyczące mobbingu w miejscu pracy funkcjonują od 21 lat. Obecnie trwają prace nad ich zmianą i wprowadzeniem nowych rozwiązań prawnych w celu zwiększenia ochrony pracowników.
Podczas konferencji poruszono najważniejsze zagadnienia dotyczące przeciwdziałania mobbingowi m.in.: obowiązujące regulacje prawne i ich skuteczność. W auli Uniwersytetu Opolskiego zebrali się zaproszeni goście: przedstawiciele władz terenowych i samorządowych, służb mundurowych, szefowie urzędów, reprezentanci związków zawodowych i organizacji pracodawców oraz przedstawiciele świata nauki.
Zebranych przywitał Grzegorz Czapla - Okręgowy Inspektor Pracy w Opolu oraz dr hab. Ewa Pierzchała, prof. Radca prawny dr hab. Agnieszka Ziółkowska, prof. Radca prawny Alina Giżejowska - kancelaria Sobczyk i Współpracownicy: „Przeciwdziałanie mobbingowi. Monika Ciborek-Sofińska - HR Menager IFM Ecolink Sp. z o. o. w Opolu.
Szczególne zainteresowanie uczestników wzbudziło wystąpienie Głównego Inspektora Pracy Marcina Staneckiego, który podkreślił rolę Państwowej Inspekcji Pracy w egzekwowaniu przepisów antymobbingowych. Podczas swojego referatu „Państwowa Inspekcja Pracy a mobbing” omówił ograniczenia obecnego systemu prawnego oraz wskazał na konieczność jego doprecyzowania.
Główny Inspektor Pracy zachęcał, by w ramach szkoleń bhp omawiać zagrożenia psychospołeczne. Podkreślił, że należy mówić nie tylko o mobbingu, ale też o dyskryminacji, molestowaniu, w tym o molestowaniu seksualnym, gdyż w praktyce te działania bardzo często są mylone. One wszystkie składają się na katalog zjawisk niepożądanych na rynku pracy.
Kolejną częścią konferencji był panel dyskusyjny, którego moderatorem był adwokat dr hab. Dariusz Mucha, prof. UO z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Opolskiego. wzmocnienia roli Państwowej Inspekcji Pracy w zwalczaniu mobbingu, np. Podsumowania konferencji dokonali: Okręgowy Inspektor Pracy w Opolu Grzegorz Czapla i dr hab. Ewa Pierzchała, prof.
Jak wyeliminować mobbing i nieuprzejmość w miejscu pracy | Forence Bigsby | TEDxGreensboro
Tragedia w Opolu Lubelskim
"W Opolu Lubelskim była już nauczycielka Anna T. popełniła samobójstwo. Pracowała w ZS nr 1. Została zwolniona" - poinformował nas Czytelnik Paweł. Policja potwierdza informację o śmierci 49-letniej Anny T. z Opola Lubelskiego. O śmierci kobiety powiadomiła funkcjonariuszy w czwartek (3 stycznia) dyspozytorka pogotowia.
"Na chwilę obecną trudno jest wyrokować jednoznacznie, co było przyczyną śmierci kobiety. Dopiero sekcja zwłok wyjaśni w skutek jakiego zdarzenia nastąpiła śmierć" - informuje asp. Edyta Żur, rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Opolu Lubelskim. Czy doszło do powieszenia? "Nie mogę tego wykluczyć. Wstępnie wykluczamy też udział osób trzecich" - mówi rzeczniczka policji.
49-letnia Anna T. była nauczycielką języka polskiego. W Zespole Szkół nr 1 pracowała od przeszło dziesięciu lat. Została zwolniona z pracy w ubiegłym roku. Pracowała na pół etatu. Dlaczego została zwolniona? "Głównym powodem było to, że brakowało godzin języka polskiego. Coraz mniej mamy uczniów, coraz mniej jest klas i tym samym godzin języka polskiego" - tłumaczy Janusz Mikita, dyrektor ZS nr 1 w Opolu Lubelskim.
Nauczycielka poszła do sądu pracy. Wygrała z dyrektorem. "Została przywrócona do pracy, ale my wnieśliśmy 15 grudnia apelację. Sprawa jest w toku. Myślę, że w drugiej instancji też by wygrała" - mówi dyrektor Mikita. Czy problemy w pracy mogły przyczynić się do tragedii? "Trudno powiedzieć, co było przyczyną. Jestem zaskoczony tym, że mogła odebrać sobie życie. I chyba każdy jest zaskoczony" - przyznaje Mikita.

Przemoc w szkołach na przykładzie Łukowa i Miłocina
Szokujące nagranie ze szkoły podstawowej w Łukowie, koło Lublina. Cztery nauczycielki chciały wykończyć psychicznie inną pedagog. Między innymi planowały ubrudzić jej palto psimi odchodami, oraz dosypać do jej herbaty środek na przeczyszczenie! Pani Czesława nagrała ich spisek na dyktafon.
Pani Czesława jest nauczycielką od prawie 30 lat. Pracuje w łukowskiej szkole nr 5. Uczy tam dzieci z klas 1 - 3. Jak twierdzi, od kilku lat nauka jest jednak tylko tłem tego, co naprawdę dzieje się w szkole. Każdego dnia trzeba tam bowiem walczyć, by przetrwać. Wszystko zaczęło się trzy lata temu. W wyniku restrukturyzacji etatów, dyrektor szkoły postanowił przenieść część swoich nauczycieli do pracy w przedszkolu. Padło m. in. na panią Czesławę. Ta postanowiła jednak walczyć o swoje prawa.
"Jedna z nauczycielek zmontowała koalicję przeciwko znienawidzonej już wówczas pani Czesławie" - mówi Beata Malczuk, dziennikarka "Słowa Podlasia". Kiedy panią Czesławę, wbrew jej woli, umieszczono w przedszkolu, ta skierowała pozew do Sądu Pracy. Wygrała sprawę. Jak twierdzi, gdy wróciła do szkoły, odkryła jednak, że część nauczycielek nielegalnie uzyskała awanse. Skierowała więc zawiadomienie do prokuratury. Wtedy, w szkole rozpętało się prawdziwe piekło.
"Te panie nie pozwalały nikomu ze mną rozmawiać. Innym nauczycielom nie wolno było nawet spojrzeć na mnie" - wspomina Czesława Wereszczyńska, która twierdzi, że jest ofiarą mobbingu. - "Czułam, że coś się szykuje i wtedy kupiłam dyktafon. Włączyłam go w jednej z sal i już pierwsze nagranie było dla mnie szokujące" - mówi Czesława Wereszczyńska, która twierdzi, że jest ofiarą mobbingu.
Oto fragment nagrania z dyktafonu pani Czesławy: "Słuchajcie, a może by ją psychicznie jakoś wykończyć? Na przykład jej palto g... wysmarować albo coś, coś jej robić. - DNA robią. - G...?! Kobieto! Ja jej swojego psa przyniosę g...! To i psa przebadają. - Z ulicy weźmiemy g... psa." Takie rozmowy odbywały się w szkole przez ponad rok. Prowadziły je cztery nauczycielki. Dwie z nich, to wpływowe osoby. Jedna jest żoną miejskiego radnego. Druga - komendanta policji.
"Nie mogłam się nigdzie z tym zgłosić, bo przecież na policje nie pójdę i nie powiem, że żona komendanta coś planuje mi zrobić. Zwróciłam się do radnego rady miasta. Później dyrektor zorganizował w szkole jawne głosowanie. Wszyscy nauczyciele zagłosowali, że nie ma mobbingu" - opowiada Czesława Wereszczyńska, która twierdzi, że jest ofiarą mobbingu.
W maju tego roku, rozmawiające ze sobą nauczycielki, znalazły ukryty w pokoju dyktafon. Natychmiast zgłosiły sprawę do prokuratury. Oskarżyły panią Czesławę o nielegalny podsłuch. Ta, w odpowiedzi złożyła doniesienie o groźbach karalnych. Obie sprawy jednak umorzono.
"Prokuratura musi działać w zakresie prawa karnego. Nie można stosować rozszerzająco ustawy o Kodeksie Karnym. Groźby te musiałyby dotrzeć do adresata" - informuje Beata Syk - Jankowska z Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Oto kolejny fragment nagrania z dyktafonu pani Czesławy: "Ona se herbatę robi, żeby się z.... Jak by herbatę wypiła. Żeby się z... w majtki. By leciała i się trzymała"
Oprócz sprawy podsłuchu i gróźb, umorzono również śledztwo w sprawie nauczycielskich awansów. O opinię w sprawie tego, co dzieje się w szkole, postanowiliśmy zapytać jej dyrektora. Nie zgodził się na rozmowę. Rada Pedagogiczna przygotowała nam tylko oficjalne oświadczenie. "Działania, które podejmuje dyrekcja szkoły są zgodne z przepisami prawa i przyjętymi standardami. Dotychczas nie uzyskaliśmy od właściwych organów ścigania doniesienia o popełnieniu przestępstwa na terenie naszej placówki" - odczytała fragment oświadczenia Barbara Walczak ze Szkoły Podstawowej nr 5 w Łukowie. Sprawą szkoły w Łukowie zajęło się już Kuratorium Oświaty. Wszystko jednak wskazuje na to, że za sytuację w łukowskiej piątce, ukarana zostanie... pani Czesława. Jak twierdzą pracownicy kuratorium, dokonując nagrań, uchybiła bowiem godności nauczyciela. Pani Czesławie do emerytury pozostał jeszcze rok. Aby go przepracować, będzie musiała wrócić do szkoły, z której teraz uciekła. Nie wiadomo jednak, jak w pokoju nauczycielskim przyjmą ją jej "koleżanki".
Powiedzieć, że jestem oburzona, to za mało. Jestem wstrząśnięta decyzją o zatrudnieniu w świetlicy szkoły nr 46 Małgorzaty Stacharskiej, dawnej dyrektorki szkoły nr 52, wobec której pojawiły się poważne zarzuty o mobbing. Tragedia zdarzyła się 1 czerwca, w przeddzień uroczystości szkolnego jubileuszu. Mimo to dyrektorka nie uznała za stosowne poinformować o tym uczniów, nie odwołała też następnego dnia festynu, choć właśnie wtedy odbywał się pogrzeb nauczyciela. Na jego kolegach i koleżankach ta śmierć zrobiła wrażenie. Odważyli się opowiedzieć o mobbingu, zastraszaniu i agresji ze strony dyrektorki. W szkole zaczęły się kontrole kuratorium, ratusza i inspekcji pracy, również prokuratura wszczęła śledztwo.
Afera wybuchła dokładnie rok temu. Na początku lutego 2024 do Kuriera Lubelskiego zgłaszają się rodzice uczniów podstawówki w podlubelskim Miłocinie (gm. Wojciechów). W liście do redakcji piszą, że nauczyciel religii (a także informatyki i techniki) molestuje swoje uczennice. Gazeta publikuje tekst, a prokuratura wszczyna śledztwo. Prowadzone jest w kierunku art. 200 kodeksu karnego (seksualne wykorzystanie małoletniego) „w sprawie” - nie „przeciwko”. Szkołę w Miłocinie pod lupę bierze też lubelskie kuratorium oświaty.
W tym czasie w kuratorium dochodzi do zmiany na szczycie. Z początkiem stycznia wojewoda Krzysztof Komorski (PO) odwołuje z funkcji kuratora związaną z PiS Teresę Misiuk. W lutym na tym stanowisku obsadza Tomasza Szabłowskiego, nauczyciela geografii i dyrektora XXX LO w Lublinie. Z tej okazji do Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego przyjeżdża wiceministra edukacji z Lublina - Joanna Mucha (Polska 2050). I wyznacza kuratorowi pierwsze zadanie. - Te sprawy były przez lata zamiatane pod dywan. Poprosiłam pana Szabłowskiego, żeby to była jedna z pierwszych, którymi się zajmie. Żeby przerwać sytuację, która działa się tej w szkole przez lata - mówi wiceministra. Używa trybu oznajmującego, a nie przypuszczającego. Stawia tezę - w szkole przez lata dochodziło do patologicznych sytuacji.
Kilka tygodni później, 3 kwietnia, wojewoda Komorski zaprasza dziennikarzy na konferencję poświęconą tej podstawówce w Miłocinie. Kurator oświaty Tomasz Szabłowski przekazuje pierwsze ustalenia na temat tego, co działo się w szkole w Miłocinie. Pasują do tezy postawionej wcześniej przez wiceministrę Muchę - nauczyciel miał molestować, a dyrektorka „zamiatać sprawę pod dywan”.- Jako nauczyciel informatyki wykorzystywał bliski kontakt na lekcjach, podchodził do dzieci - stwierdza kurator. - Chodzi o dotykanie stref, których nie powinien dotykać - doprecyzowuje wojewoda Krzysztof Komorski. Nie bez winy jest też dyrektorka, która miała niszczyć dokumenty, a wobec swoich podwładnych stosować mobbing. Na liście jej grzechów jest także zastraszanie nauczycieli i niewłaściwe zachowania wobec uczniów.
Ustalenia kuratorium uwiarygodniają swoją obecnością rodzice uczniów, którzy mieli paść ofiarą nauczyciela. Oni równie zabierają głos na konferencji prasowej. Do tych rodziców jeszcze wrócimy. Szabłowski tłumaczy, że w kuratorium toczą się dwa postępowania wyjaśniające: wobec nauczyciela i wobec dyrektor. Gdy jeden z dziennikarzy pyta, czy nauczyciel przyznał się do zarzucanych czynów, kurator odpowiada: - Przyznał się.
Tego samego dnia, popołudniu, odbywa się nadzwyczajna sesja Rady Gminy Wojciechów, której głównym tematem jest sprawa molestowania w szkole w Miłocinie. Zjawia się na niej wojewoda Komorski, kurator Szabłowski i Marek Wojciechowski (wówczas wiceprzewodniczący sejmiku, obecnie wicemarszałek, prywatnie mieszkaniec Miłocina). Na sesję docierają też lokalne media, ogólnopolskie stacje telewizyjne i rodzice uczniów miejscowej podstawówki. Nie ma wójta gm. Wojciechów Artura Markowskiego i dyrektorki szkoły Moniki Szumery.
Burzliwe obrady kończą się przyjęciem oficjalnego stanowiska przez Radę Gminy Wojciechów. Wszyscy radni głosują za zawieszeniem w obowiązkach dyrektorki placówki. Wójt Markowski robi to dwa dni później (5 kwietnia). Ale w rozmowie z nami nie ukrywa, że jego zdaniem „sprawa może mieć drugie dno”.- Słucham wielu środowisk i nie dla wszystkich jest to czyste - mówi nam wójt. Z czasem media tracą zainteresowanie sprawą, a my postanawiamy przyjrzeć się jej bliżej.
Dopytywany o to Tomasz Szabłowski tłumaczył nam wówczas: - On użył sformułowania, że „bardzo możliwe, że ten dystans był nieodpowiedni”. Nie powiedział wprost „molestowałem”. Był jednak świadomy, że nieodpowiednio się zachował. Już po ukazaniu się artykułu Kuratorium Oświaty przysłało do redakcji sprostowanie: „(…) na konferencji prasowej w dn. 3.04. 2024 r. użył (kurator oświaty - red.) sformułowania „przyznał” na podstawie zeznań nauczyciela, które zostało zanotowane w protokole kontroli doraźnej. W protokole pojawia się następujące sformułowanie: „Przyznał, że mógł przekroczyć granice przestrzeni osobistej uczennic, tłumacząc to specyfiką przedmiotu (…)”. W związku z powyższym Lubelski Kurator Oświaty miał podstawy do użycia takiego sformułowania”.
Ale przypomnijmy: kurator na wspomnianej konferencji powiedział „przyznał się”, a nie „przyznał, że…”. Co więcej, kiedy na kwietniowej nadzwyczajnej sesji Rady Gminy Wojciechów Marek Wojciechowski stwierdza: „nie miałem wiedzy, że ten pan przyznał się do winy. Przyznał się, tak panie kuratorze?”, to Szabłowski żadnych uwag nie wnosi, niczego nie prostuje.
Dziś cała ta narracja sypie się jak domek z kart. Prokuratora Rejonowa w Opolu umorzyła właśnie postępowanie w tej sprawie. - Postępowanie zostało umorzone, wobec uznania, że brak jest znamion przestępstwa - mówi nam prokurator rejonowy Marzena Czopek. Dodaje, że decyzja jest nieprawomocna.
Zdaniem kuratora Tomasza Szabłowskiego to nic nie zmienia, bo sprawy karnej i dyscyplinarnej łączyć nie należy. - Coś może nie być przestępstwem, ale może być nieetyczne i moralnie niedopuszczalne, to dwie różne rzeczy - tłumaczy Szabłowski.
- Moją rolą nie jest komentowanie decyzji prokuratury - to z kolei krótki komentarz wojewody Krzysztofa Komorskiego.
Z decyzją prokuratury zapoznał się wójt gminy Wojciechów, Artur Markowski. - Zostało to przeanalizowane przez prokuraturę dogłębnie. Został dokładnie zbadany przypadek każdego dziecka. Decyzja prokuratury podważa to, co zaszło w następstwie, całą tę falę - wskazuje wójt.
Rozmawiamy też z Piotrem, nauczycielem, który według kuratorium miał molestować swoje uczennice. Zabiera głos po raz pierwszy od czasu wybuchu afery. - Wszystko skończyło się tak jak powinno, tak jak miało być - komentuje decyzję prokuratury. Dodaje, że, wbrew temu co twierdził kurator Szabłowski, nigdy nie przyznał się do winy: „ani w kuratorium, ani przed komisją odwoławczą w MEN”.
- Na sesji włodarze województwa stwierdzili, że człowiek się przyznał, co okazało się nieprawdą. Upadły wszelkie argumenty, że w szkole coś się działo. Upadły też argumenty, że dyrektorka nie reagowała, bo na co miała reagować, skoro nic się nie działo? - komentuje dziś sprawę jeden z radnych gminy Wojciechów.
Postępowanie dyscyplinarne prowadzone przez komisję dyscyplinarną przy wojewodzie lubelskim (powołaną zarządzeniem kuratora oświaty - red.) wobec nauczyciela zakończyło się karą w postaci zwolnienia z pracy z zakazem wykonywania zawodu nauczyciela na okres 3 lat (od chwili ukarania). Ale nauczyciel odwołał się do wyższej instancji, czyli Odwoławczej Komisji Dyscyplinarnej dla Nauczycieli przy MEN, a ta 5 grudnia uchyliła orzeczenie. - OKDN przekazało sprawę do ponownego rozpoznania Komisji Dyscyplinarnej dla Nauczycieli przy Wojewodzie Lubelskim - mówi Jawnemu Lublinowi Sylwia Nowicka, starszy specjalista Biura Ministra Edukacji Narodowej. I zaznacza: „OKDN uchyla zaskarżone orzeczenia i przekazuje sprawy do ponownego rozpoznania w przypadku stwierdzenia uchybień formalnych oraz znaczących braków w postępowaniu dowodowym, które uniemożliwiają merytoryczne rozpoznanie sprawy”.
Nowicka nie precyzuje o jakie uchybienia chodziło, ale z naszych ustaleń wynika, że komisja dyscyplinarna prowadząc postępowanie dowodowe przesłuchiwała wyłącznie dziewczynki. Pominęła chłopców którzy, jeśliby do niewłaściwych zachowań nauczyciela dochodziło, byliby ich świadkami.
Sprawa nauczyciela to jedna strona medalu, druga to sprawa dyrektorki szkoły podstawowej Moniki Szumery. Na wspomnianej konferencji u wojewody z kwietnia 2024 r. kurator przekonywał, że dyrektorka chciała „zamieść sprawę pod dywan”. - Robiła tak, by sprawy nie wyjaśnić - wtórował mu wojewoda Komorski.
W kwietniu wójt gm. Wojciechów zawiesił dyrektorkę do końca wakacji, ale Szumera do dyrektorskiego gabinetu w szkole już nie wróciła - skończyła się jej kadencja na tym stanowisku. Formalnie jest nauczycielem w szkole w Miłocinie, ale przebywa na urlopie dla poratowania zdrowia.
W jej przypadku postępowanie wyjaśniające w kuratorium zakończyło się pod koniec grudnia zarzutami sformułowanymi przez rzecznika dyscyplinarnego. Z naszych ustaleń wynika, że chodziło m.in. o naruszenie prawa do godnego traktowania uczennic, niewłaściwe udzielenie pomocy psychologiczno-pedagogicznej czy niszczenia szkolnych dokumentów. Rzecznik dyscyplinarny uznał, że była dyrektorka powinna być zwolniona z pracy. Potem, na jego wniosek, pałeczkę przejęła komisja dyscyplinarna przy wojewodzie lubelskim i w postępowaniu dyscyplinarnym dokładnie powtórzyła zarzuty, które wcześniej rzecznik sformułował wobec Szumery. Ona sama ma stawić się przed komisją 27 lutego.
Czy decyzja prokuratury o umorzeniu śledztwa będzie miała wpływ na dalsze działania kuratorium? - My nie jesteśmy prokuraturą. My powinniśmy zapobiegać, a bezczynność powinna być ukarana, dlatego pani dyrektor została ukarana - stwierdza kurator Szabłowski. Z pozostałymi pytaniami odsyła nas do rzecznika prasowego kuratorium, bo sam jest na urlopie.
W tej sprawie działa też prokuratura. Jedno postępowanie zostało wszczęte na wniosek samej Moniki Szumery - chodzi i składanie fałszywych zeznań przez nauczycieli przeciwko niej. Drugie zostało wszczęte na wniosek kuratorium oświaty i toczy się „w sprawie” - chodzi o niszczenie dokumentów przez Szumerę. - Oba te postępowania są w toku - mówi Marzena Czopek z Prokuratury Rejonowej w Opolu Lubelskim.
- Ta sprawa może mieć drugie dno. Dzieje się to w ograniczonym zakresie, w jednej, czy dwóch klasach, gdzie rodzice są bardzo aktywni. Mam informacje, że są to celowe działania, by uderzyć w dyrekcję - mówił nam wiosną wójt gminy Wojciechów Artur Markowski. W czasie gdy pod naciskiem radnych i opinii publicznej zawieszał dyr. Szumerę. O tym drugim dnie mogliśmy też przeczytać w anonimie, który jeszcze w kwietniu przyszedł na naszą redakcyjną skrzynkę. Jego autor twierdził, że na zmiany personalne we władzach szkoły ma liczyć „pani od biblioteki i świetlicy, bo się nie spełnia w obecnej roli”. Z anonimu wynikało również, że grupa rodziców „wywołała aferę w Miłocinie, aby jak najszybciej pozbyć się obecnego dyrektora”.
Ale kurator Szabłowski wtedy w żadne drugie dno tej sprawy wierzyć nie chciał. - W postępowaniu wyjaśniającym wyszło ewidentnie, że nauczyciel zachowywał się niewłaściwie wobec uczniów i się do tego przyznał - komentował w rozmowie z Jawnym Lublinem. Chodzi o Agatę Trojanowską-Marzędę. 10 kwietnia 2024 r. zarządzeniem wójta Markowskiego została wyznaczona do „pełnienia zastępstwa za nieobecnego dyrektora”. Po wakacjach wystartowała w konkursie na dyrektora szkoły i go wygrała. A w międzyczasie kurator oświaty przyznał jej 6 tys. zł nagrody za „osiągnięcia w pracy dydaktycznej i wychowawczej”. Choć sporą część roku szkolnego była na zwolnieniu lekarskim i nie uczyła żadnego przedmiotu.
W czasie kiedy Trojanowska-Marzęda zastępowała zawieszoną w obowiązkach dyr. Szumerę uważała się za „pełniącą obowiązki dyrektora szkoły”, co widać np. w jej oświadczeniu majątkowym. Pieczątką „p.o. dyrektora szkoły” sygnowała też dokumenty, w tym m.in. świadectwa szkolne. Zapytaliśmy ją o to. - Uważam, że ta rozmowa nie sensu - odpowiedziała Trojanowska-Marzęda. - Nie powinna tego robić - mówi nam wójt, Artur Markowski.
Rozmawiamy z mieszkańcami Miłocina. Chcą pozostać anonimowi, bo - jak przyznają - rozgrzana rok temu sprawa nadal dzieli ich społeczność. Jeden z naszych rozmówców zwraca uwagę na zdjęcie z konferencji u wojewody. Chodzi o obecnych na niej rodziców.- Większość z nich to rodzice uczniów z klas, gdzie nie było zgłoszenia molestowania - zaznacza. I sugeruje, że jedna z mam „mogła mieć osobisty interes, by wywołaną aferą skompromitować dyrektor Szumerę”. - Starała się o pracę w szkole za czasów Szumery i tej pracy nie dostała. Teraz została zatrudniona przez nową dyrektorkę jako woźna - mówi.
- Tu chodziło o konflikt interesów. W wywołanie afery zaangażowane były osoby, które uczyły w szkole, ale nie sprawdzały się, miały mniej godzin niż etat, więc Szumera była dla nich niewygodna. Teraz, za obecnej dyrektor, osoby te mają etat a nawet 1,5 etatu - mówi inny mieszkaniec. I podaje nam nazwiska osób, które miały skorzystać na zmianie na dyrektorskim fotelu (do wiadomości redakcji).
Pytamy dyrektor szkoły, Agatę Trojanowską-Marzędę, czy wymienionym przez mieszkańca osobom zwiększyła ilość godzin? - Zaskoczona jestem taką wersją, to może tak wygląda, ale tak na pewno nie jest - mówi obecna dyrektor. Kiedy pytamy ją ponowie, czy tym konkretnym osobom zwiększyła ilość godzin stwierdza, że „to nie ma nic wspólnego z tą sprawą”. - Nie mogę panu mówić takich rzeczy, to są wewnętrzne sprawy szkoły - stwierdza Trojanowska-Marzęda.
Chcieliśmy, by do całej sprawy odniosła się wiceminister edukacji Joanna Mucha, która rok temu przykazała nowemu kuratorowi oświaty „przerwać sytuację, która działa się w tej w szkole przez lata”.- Prokuratura umorzyła śledztwo, to prawda. Nie rozumiem tej decyzji, ale też nie mam narzędzi, aby te decyzję podważać - stwierdza dziś Mucha. I przypomina, że 27 lutego odbędzie się postępowanie dyscyplinarne w komisji funkcjonującej przy wojewodzie. - Mam nadzieję, że tu sprawa zostanie uczciwie oceniona - dodaje ministra.
Nauczyciel, w zachowaniu którego prokuratura nie dopatrzyła się „znamion przestępstwa”, w zawodzie już nie pracuje. Nie ma też planów, by kiedykolwiek w szkołyń mury wrócić. - Jestem coraz bardziej sceptyczny patrząc jak ten system funkcjonuje. Skutecznie obrzydzono mi zawód nauczyciela - stwierdza. I przyznaje: - Obawiałem się o swoje życie, nie wiedziałem jak zareagują inni, bałem się linczu. To był bardzo trudny okres.
Nie wyklucza te, że będzie domagał się zadośćuczynienia, choć jak zaznacza „to jest jeszcze zbyt świeże”. - Muszę ochłonąć - przyznaje. A do osób na najwyższych stanowiskach apeluje: - Warto trochę spokojniej podchodzić do tematów.

Jak wyeliminować mobbing i nieuprzejmość w miejscu pracy | Forence Bigsby | TEDxGreensboro

tags: #mobbing #w #szkole #powiat #opole #lubelskie

