"Tradwife" - świadomy wybór czy powrót do przeszłości?

Współczesny świat często stawia przed kobietami wiele wyzwań, zachęcając do rozwoju kariery zawodowej i niezależności. Jednakże, coraz głośniej mówi się o ruchu "tradwife", który proponuje powrót do tradycyjnego modelu rodziny, w którym kobieta skupia się na domu i dzieciach, a mężczyzna jest głównym żywicielem rodziny. Czy jest to świadomy wybór, czy może powrót do niechlubnej przeszłości?

W domach, gdzie obowiązuje tradycyjny podział ról, mąż pracuje zawodowo i utrzymuje rodzinę, a żona zajmuje się domem i dziećmi. Wstają więc przed partnerami, żeby zrobić śniadanie, piorą, gotują, sprzątają. I wszystkie mówią: "To mój wybór. Jestem szczęśliwa".

Daria: Uważam się za feministkę

Kiedy pierwszy raz usłyszałam określenie "tradycyjna żona", pomyślałam, że chodzi o starsze panie, które spotykają się w kole gospodyń wiejskich. A potem się okazało, że to po części jestem ja. W mojej rodzinie i otoczeniu tradycyjny podział ról nie był rzadkością - wiele kobiet zostawało z dziećmi w domu. I ja siebie też widziałam w takiej roli. Ale kiedy miałam 19 lat, robiłam to, czego od kobiet się dziś oczekuje - studia, praca, kariera, sukces, nawet po trupach. Bardzo się wtedy kłóciłam sama ze sobą. Wybrałam szkołę wojskową i czułam, że muszę zacisnąć zęby bez względu na wszystko, aby pokazać swoją mocną, nieugiętą stronę. A jak potem płakałam w poduszkę w ukryciu, to się obwiniałam, że takie trudne emocje w ogóle w sobie mam. Nie akceptowałam żadnych swoich słabości.

Dopiero kiedy poznałam męża, poczułam, że jestem w bezpiecznym miejscu. Do głosu zaczęła dochodzić moja kobieca strona. I okazało się, że radość sprawia mi nie tarzanie się w błocie na poligonie, tylko podanie mężowi obiadu po ciężkim dniu pracy.

Skończyłam jeszcze studia - pedagogikę - i myślę o kolejnych! Bo tradycyjne żony chcą i mogą się rozwijać. Założyłam działalność w branży beauty. Ale to w domu poczułam się doceniona. I tak krok po kroku zaczęłam powoli rezygnować z pracy zawodowej. Niedługo przed tym, jak zaszłam w ciążę, około dwóch lat temu, zajęłam się domem na pełen etat. Szczerze? Nigdy nie byłam tak szczęśliwa i spełniona. To, co przez lata próbowałam stłumić, to było moje prawdziwe "ja". Teraz w końcu jestem sobą.

I żeby było jasne: mąż do niczego mnie nie zmuszał i bez względu na to, jaki mam na siebie pomysł, zawsze mnie wspiera. Jest moim najlepszym przyjacielem. Co się zmieniło w naszym życiu? Zaczęliśmy mieć więcej jakościowego czasu dla siebie. Kiedy mąż kończył pracę, ja kończyłam swoją - w domu. Do niedawna działałam według stałego harmonogramu, który sobie ustaliłam, więc mieliśmy przestrzeń na wspólne zajęcia, nie mijaliśmy się, bo trzeba posprzątać, pozmywać, wstawić pranie.

Teraz, kiedy mamy małą córeczkę, część moich obowiązków przejął mąż, także jeśli chodzi o opiekę nad dzieckiem.

Praca kobiet w domu zasługuje na szacunek, a jest niedoceniana, bo nie idą za nią atrybuty sukcesu. Nie podjeżdżam nowym samochodem i nie obnoszę się z drogą torebką. Nie siedzę i nie pachnę, ale mam czas, żeby uśmiechnąć się do sąsiada i z nim porozmawiać. Bardzo to doceniam, bo nie każdy może sobie na to pozwolić. Tzw. Kiedy ludzie myślą "tradwife", wyobrażają sobie, że to siedzenie pod pantoflem męża i brak własnego zdania. Ja się na to nie piszę. To, co widzimy w mediach społecznościowych, to jedno. To, co dzieje się w domach kobiet, które realizują taki model, to co innego. Ten "ruch" się przekształca w duchu naszych czasów. Dla mnie "tradwife" oznacza stawianie rodziny - męża, dzieci - na pierwszym miejscu, ale nie wyklucza partnerstwa, wspólnego podejmowania decyzji i zdecydowanie nie wprowadza hierarchii na zasadzie "pan domu" i "służąca". Żadna z tych "tradwives", które znam, nie pozwoliłaby sobie na złe traktowanie, brak szacunku czy przemoc ze strony męża. Z takiego domu kobieta powinna po prostu uciekać. Nie boję się pracy, więc jeśli byłaby taka potrzeba, to zakasuję rękawy i wracam do pracy zawodowej. Ale małżeństwo nie miałoby sensu, gdybyśmy z góry zakładali, że relacja nie przetrwa. Wiele osób, szczególnie inne kobiety, krytykuje ten styl życia, ale według mnie tradycyjne żony nie są zagrożeniem dla tego, co kobiety wywalczyły. Raczej ukazujemy alternatywną drogę dziewczynom, które czują, że spełnią się, dbając o swoją rodzinę. Uważam się po części za feministkę - bo w pełni świadomie i samodzielnie wybrałam swoją drogę. I tego życzę każdej kobiecie. A przecież chyba właśnie o wolny wybór walczyłyśmy?

Kobieta pracująca w domu i kobieta pracująca zawodowo

Praca w domu to też praca

Tradycyjny podział ról w związku, w którym wyłącznie lub głównie mężczyzna pracuje zarobkowo, a kobieta zajmuje się domem i dziećmi, nie jest obecnie w polskich domach częsty, ale nie jest też niespotykany. Jak wynika z badań CBOS z 2020 roku, taki model relacji obowiązuje w 17 proc. rodzin - odsetek ten na przestrzeni siedmiu lat spadł o 7 punktów procentowych. Jednocześnie jednak najnowsze dane Eurobarometru (2024) pokazują, że aż 69 proc. Polaków uważa, że najważniejszą rolą mężczyzny jest zarabianie pieniędzy, a 71 proc. - że najważniejszym zadaniem kobiety jest zajmować się domem i rodziną. Czyli wykonywać pracę, za którą kobieta nie dostaje wynagrodzenia.

- Próbując nałożyć siatkę związaną z rynkiem pracy na pracę w domu, możemy odczuwać pewien dysonans poznawczy, bo czy można do końca przeliczyć na pieniądze opiekę nad swoim dzieckiem albo dbanie o własny dom? Praca to wykonywanie wysiłku, czy to fizycznego, czy emocjonalnego, w celu wytwarzania dóbr i usług zaspokajających potrzeby. Tak więc nieodpłatna praca w domu jak najbardziej mieści się w tej definicji. Co więcej, to zadanie bardzo wymagające, chociaż czasami jego obraz może być przekłamywany, np. przez język. Gonić za szczęściem czy jednak odpuścić?

Ekspertka podkreśla, że pozostawanie poza rynkiem pracy może być ryzykowne, gdy wiąże się z brakiem zabezpieczenia, choćby w postaci składek emerytalnych czy zdrowotnych. Pozbawia też kobietę własnej pensji, która byłaby wsparciem w ewentualnym kryzysie - chorobie partnera czy przy rozpadzie związku. Taki wybór wymaga więc odpowiedzialnego podejścia i przemyślenia alternatywnych rozwiązań. - Tym bardziej że możliwość utrzymania rodziny na dobrym poziomie z jednej pensji świadczy o dość uprzywilejowanej pozycji, a więc powinny istnieć finansowe możliwości zabezpieczenia na przyszłość - dodaje ekspertka. A co z kwestią ambicji? - Definicja sukcesu jest bardzo indywidualna. Dla jednych to będzie przede wszystkim kariera zawodowa, dla innych szczęśliwa rodzina. Nie każdy ma też szansę na ciekawą, rozwijającą i dobrze płatną pracę. Czy wykonywanie kiepskiej pracy, na słabych warunkach, w toksycznym środowisku jest bardziej rozwijające niż bycie w domu z dziećmi i praca na rzecz rodziny? - zastanawia się dr Czeranowska. I dodaje: - Pamiętajmy, że w życiu są różne momenty: czasem mamy w sobie gotowość, żeby bardziej poświęcić się pracy, a czasem zupełnie nie mamy na to przestrzeni. Jeśli kobieta samodzielnie podejmuje decyzję, że chce zostać w domu i zająć się dziećmi, a rodzina może sobie na to bezpiecznie pozwolić finansowo, to może to być rozwiązanie korzystne, zwłaszcza biorąc pod uwagę dostępność oraz koszty zinstytucjonalizowanej opieki nad dziećmi. Nie wszystkie nasze decyzje muszą być ostateczne - być może powrót na rynek pracy będzie możliwy i pożądany później, kiedy dzieci będą nieco starsze.

Wykres pokazujący statystyki dotyczące tradycyjnego podziału ról w rodzinie

Jak jednak podkreśla Czeranowska, coraz bardziej popularny w mediach społecznościowych trend "tradwives" - tradycyjne żony - ma dwa różne aspekty. Jeden to wolny wybór kobiety. Drugi jest nieco bardziej kontrowersyjny.

Wiktoria: Próbuję przerwać cykl

Nie miałam łatwego dzieciństwa. Mój dom był dysfunkcyjny. Bardzo chciałam się stamtąd wyprowadzić. Kiedy to zrobiłam, miałam 17 lat. Szukałam swojego miejsca w życiu. I znalazłam takie dwa - w grupie politycznej, w której poznałam mojego męża, i w Kościele Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich [jego członkowie potocznie nazywani są mormonami - przyp. red.].

Pobraliśmy się jeszcze przed moją maturą. Przetestowaliśmy różne podziały ról, ale szybko się okazało, że najbardziej odpowiada nam tradycyjny model. Daje nam to poczucie harmonii, satysfakcji. Sprawia, że nasze życie jest spokojniejsze. Nie lubię, kiedy ktoś zakłada, że "siedzę w domu" i nic nie robię. Zajmowanie się domem i naszym kilkumiesięcznym dzieckiem to praca na pełen etat. Gdybym chciała pracować zawodowo i chcielibyśmy zatrudnić kogoś do pomocy, choćby do opieki nad dzieckiem czy sprzątania, za wszystko musielibyśmy komuś zapłacić.

Co jest więc złego w tym, że to ja chcę wykonywać te prace i mam takie możliwości? To nie jest poświęcenie, bo nigdy nie czułam w sobie potrzeby, żeby "robić karierę". Marzyłam za to, żeby stworzyć dom, w którym są kochający i obecni rodzice. Chciałam przerwać cykl i stworzyć mojej córeczce rodzinę, której ja nie miałam.

W internecie niektórzy mówią o mnie "leniwa, bez ambicji, głupia". To przykre, szczególnie jeśli pochodzi od innych kobiet. Traktują mnie, jakbym była małym dzieckiem, a przecież mój styl życia to moja świadoma decyzja. Podeszliśmy do tego z mężem odpowiedzialnie, omówiliśmy kwestie finansowe, wybraliśmy najlepsze dla nas sposoby zabezpieczenia mnie, mam dostęp do wszystkich naszych kont i pieniędzy. Studiuję online na kierunku Software Development, od czasu do czasu dorabiam do naszego budżetu - i lubię tę świadomość, że jestem w stanie się do niego dołożyć. Ale na ten moment mam inne priorytety niż praca zawodowa.

W przeszłości mówiłam o sobie w mediach społecznościowych "tradwife". Dziś wolę określenia "pani domu", "mama na pełen etat" czy "opiekunka ogniska domowego". Wokół słowa "tradwife" narosło wiele skojarzeń, z którymi się nie identyfikuję. Jeśli skupiasz się na rodzinie, relacji z mężem, dziećmi, Bogiem i to ma dla ciebie priorytet nad karierą zawodową, możesz się nazywać tradycyjną żoną. Bez względu na to, czy nosisz romantyczną sukienkę, masz zabytkowe meble i jesteś katoliczką, czy może wybierasz jeansy, meble z Ikei i należysz do innego Kościoła. Patriarchat, żona podległa mężowi, uznanie, że tylko mąż podejmuje decyzje i jest w domu najważniejszy, mogłyby otworzyć drzwi na potencjalne niebezpieczeństwa - ktoś mógłby chcieć wykorzystywać swoją pozycję. U nas w małżeństwie jesteśmy równi. Każdą decyzję podejmujemy wspólnie. Nasze role są różne, ale się uzupełniają. Wierzę, że taki model rodziny pozwoli naszej córce wejść w życiu dorosłe bez traum, obciążeń i sprawi, że jej będzie łatwiej budować relacje w dorosłym życiu. Ale to, czy ona będzie chciała zostać mamą i panią domu na pełen etat, czy będzie chciała podążać za karierą zawodową, to będzie jej decyzja. Będziemy ją wspierać bez względu na wszystko.

Dlaczego ruch żon tradycyjnych poniesie porażkę | Mary Harrington

"Tradwife", czyli powrót do tradycji… której nie było?

Zyskujący popularność hasztag "tradwife" przywędrował do Polski ze Stanów Zjednoczonych. To najpierw tam zaczęły działalność influencerki, dzieląc się swoim tradycyjnym życiem opartym na konserwatywnych wartościach, w których mąż jest głową rodziny. Wszystko to tworzy obrazek rodem z amerykańskiej reklamy z lat 50., w której uśmiechnięta pani domu w eleganckiej sukience i szpilkach przygotowuje obiad dla dzieci i męża.

- Ta idylliczna wizja rodem z filmu "Żony ze Stepford", w której dzieci są grzeczne, dom jest piękny, a kobiety zawsze zadbane, jest mrzonką. I to zarówno w USA, jak i w Polsce. Wizja świata, w którym jedna pensja wystarczała na utrzymanie całej rodziny, dotyczyła bardzo niewielkiej grupy społecznej. W Polsce nigdy nie był to model realizowany przez dużą część społeczeństwa. Wręcz przeciwnie, polska kobieta to od wieków kobieta pracująca - zauważa dr Katarzyna Dębska, socjolożka życia rodzinnego z Wydziału Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.

- Z analiz anglojęzycznych mediów społecznościowych, przede wszystkim w kontekście amerykańskim, wynika, że pod tym całym lukrem i przyjemną estetyką kryją się czasami ideologie takie jak rasizm, chociaż oczywiście nie dotyczy to wszystkich twórczyń internetowych z tego nurtu. Możemy się zastanawiać, czy również pod pięknymi obrazkami, które publikują polskie tradycyjne influencerki, możemy znaleźć przekazy związane np. z uprzedzeniami wobec grup mniejszościowych - zastanawia się dr Czeranowska. Tym, co łączy polskie i amerykańskie tradycyjne żony, jest przekonanie, że role męża i żony różnią się ze względu na płeć, a co za tym idzie - są oni stworzeni do odmiennych zadań: kobiecie przypisuje się wychowanie dzieci, dbanie o dom czy zaspokajanie potrzeb emocjonalnych męża, mężczyźnie - utrzymywanie rodziny finansowo. I to budzi największe kontrowersje.

- Jednostka może wybierać styl życia, jaki chce, jeśli nie krzywdzi innych, ale przekonanie, że kobiety i mężczyźni rzekomo "ze swej natury" powinni być delegowani do różnych zadań, nie znajduje potwierdzenia w naukach społecznych. Nie chodzi tylko o to, żeby kobiety mogły uczyć się, pracować, głosować, realizować się seksualnie, ale żeby generalnie płeć, która została nam przypisana przy urodzeniu, nie ograniczyła naszych szans życiowych, bo takie podejście, podobnie jak zamknięcie się na różnorodność, zwyczajnie zubaża nas społecznie - tłumaczy dr Dębska.

Poliksena: Tylko kiepski lider zostawia swoich ludzi w potrzebie

Kiedy go poznałam, miałam 19 lat. Zaimponował mi. Był taki, jaki powinien być mężczyzna: silny, duży, opoka. Kilkanaście lat ode mnie starszy. Wiedział, o czym z kobietą rozmawiać i jak się zachować. Przy pierwszym spotkaniu z rodzicami dla taty przyniósł upominek, dla mamy i dla mnie - kwiaty.

Przez pierwsze lata naszego związku pracowałam jako lektorka języka angielskiego. Stopniowo zaczęłam jednak zmniejszać wymiar pracy, co dla nas obojga było zupełnie naturalne. Aż natknęłam się w mediach społecznościowych na konta tradycyjnych żon. I nagle doznałam olśnienia: a więc nie jestem jedyna, nie tylko ja chciałabym tak żyć! Póki nie zaszłam w ciążę, wykonywałam wszystkie obowiązki domowe, a mąż był i jest odpowiedzialny za nasze utrzymanie. Kiedy wysyłał mi SMS: "Kawka:*", robiłam kawę, szykowałam przekąskę i zanosiłam mu do gabinetu. Jego przerwę i popołudnia spędzaliśmy wspólnie, najczęściej na remoncie, który trwa w naszym domu od kilku lat. Świętością jest dla mnie przynajmniej jeden wspólny posiłek - lub wspólne wieczorne kakao, jeśli mąż ma wyjątkowo zajęty dzień - i moja poranna kawa. To oczywiście nie jest tak, że kiedy ja po południu pomagałam w remoncie, a potem przyszedł czas kolacji, to mąż rozsiadał się na kanapie i oczekiwał, że wszystko zrobię sama. Wtedy jedzenie po prostu zamawiamy lub on mi pomaga. Jeśli trzeba, każde z nas jest gotowe przejąć obowiązki drugiej osoby, ale na pewno nie wykonamy tych zadań równie dobrze co druga połowa.

W Biblii napisano: "Mężowie powinni miłować swoje żony jak własne ciała" [List do Efezjan 5,22-33 - przyp. red.]. A kto chce źle traktować swoje ciało?

On jest głową rodziny, ja - jej sercem. Nie oznacza to, że nie mam głosu czy jestem mniej ważna. Mam zaufanie do niego jako lidera naszego ogniska domowego. A to niełatwe zadanie, bo dobry kapitan ze statku schodzi ostatni. I nie chodzi tylko o codzienne utrzymanie rodziny, ale też m.in. zabezpieczenie żony na wypadek zdarzeń losowych, tak aby nie została bez źródła utrzymania. Dobry lider musi być także mądry. Pod wieloma względami mój mąż jest ode mnie mądrzejszy - inny nie byłby dla mnie interesującym partnerem życiowym. Nie oznacza to, że nie ma dziedzin, na któ...

Cytat z Biblii dotyczący miłości małżeńskiej

tags: #mama #pelny #etat #instagram

Popularne posty: