Dziennik tłumacza w czasach pandemii i wojny: perspektywa małego miasta

Dziennik ten jest zbiorem zapisków, które prowadziłem przez cały czas pandemii Covid-19 w Polsce, od marca 2020 roku do lipca 2023 roku. Kiedy w Polsce pojawił się koronawirus i ogłoszono stan epidemii, pomyślałem, że rozpoczyna się ważny okres w historii kraju, który warto upamiętnić. Jaki wpływ wywrze on na moje prywatne życie i na moją pracę? Z zawodu jestem tłumaczem przysięgłym i obawiałem się przede wszystkim skutków ekonomicznych pandemii dla mojej firmy. Z tego też powodu co tydzień robiłem podsumowanie obłożenia pracą, podsumowania takie sporządzałem też na koniec każdego miesiąca.

Większy (i dłuższy) wpływ koronawirus wywarł na sposób spędzania wolnego czasu. Od lat co weekend wyjeżdżam na wycieczki rowerowe, aby zwiedzać muzea, galerie sztuki, brać udział w otwartych wykładach, prezentacjach, konferencjach. Pandemia położyła nagle temu kres, wprowadzono nawet bezsensowny zakaz jazdy rowerem, potem zniesiony, ale muzea i galerie nadal pozostawały zamknięte; pozostały mi wycieczki do lasów, na łęgi nadwarciańskie - oraz do kościołów w innych miejscowościach, aby je zwiedzić przy okazji uczestnictwa we mszy.

Wszystko to zmieniło się 24 lutego 2022 roku wraz z napaścią Rosji na Ukrainę. Dziennik ukazuje pandemię, wojnę, drożyznę, jakie wszyscy pamiętamy z mediów, ale też z trochę innej i dość niezwykłej perspektywy: perspektywy małego, 30-tysięcznego powiatowego miasta i działającego w nim przedstawiciela wolnego zawodu, który świat ze swojego mieszkania i zarazem biura postrzega inaczej niż pracujący w korporacjach, sklepach, urzędach.

Początek pandemii i pierwsze obawy

4 marca, środa - no i mamy pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce - mężczyzna z Cybinki w Lubuskiem, który wrócił autobusem z wycieczki na karnawał w Niemczech. Spekulacje, co będzie, kiedy wirus dotrze do Polski, wyrażane w komentarzach mediów, rozmowach zwykłych ludzi, internetowych memach, stają się rzeczywistością.

5 marca, czwartek - jestem na tłumaczeniu ustnym w jednej ze śremskich firm. Tematem rozmów (tych nieformalnych, niezwiązanych z biznesem) jest oczywiście również koronawirus.

7 marca, sobota - wyjazd rowerem na Poznańskie Targi Książki i Targi Edukacyjne. Stojąc w kolejce do bramek przy wejściu na targi słyszę też rozmowy o koronawirusie. A jednak frekwencja jest bardzo duża, ludzie nie bali się przyjść na masową imprezę. Po powrocie z Poznania zdążę jeszcze na wernisaż wystawy rzeźby Mieczysława Weltera w Muzeum Śremskim. „To targi się odbyły, mimo koronawirusa?” słyszę zdziwione pytania.

8 marca, niedziela - podsumowanie finansowe tygodnia. Koronawirus na razie nie ma wpływu na moja firmę.

9 marca, poniedziałek - pierwszy przypadek koronawirusa w Wielkopolsce. Wykryto go u kobiety z Czapur, wioski, przez którą za każdym razem przejeżdżam w drodze do Poznania.

11 marca, środa - rząd ogłasza zamknięcie szkół, na dwa tygodnie, ale przerwa potrwa z pewnością dłużej.

12 marca, czwartek - śmierć zarażonej kobiety z Czapur - pierwszy śmiertelny przypadek koronawirusa w Polsce. Co więcej, okazuje się, że jej mąż, który jest szafarzem w kościele w Czapurach i rozdaje komunię na mszy, również jest zakażony. Co teraz czują mieszkańcy wioski i parafianie?

13 marca, piątek - Cześć Krzysiek! - Cześć. Właśnie oglądam w telewizji wystąpienie premiera. Zamykają granice? Po rozmowie włączam radio, Internet - okazuje się to prawdą. Wprowadzono też zakaz zgromadzeń powyżej 50 osób, zamknięcie kin, teatrów, muzeów, restauracji, centrów handlowych, praktycznie zakaz wszelkich imprez kulturalnych.

14 marca, sobota - jak co dzień z samego rana jestem w Biedronce. Chociaż jest dopiero godzina siódma, jeszcze nigdy nie widziałem takich tłumów w tym sklepie. Ludzie wykupują całymi wózkami żywność i… papier toaletowy. Po co? „Przecież mamy umrzeć na grypę, nie na sraczkę”, czytam potem w jednym z memów. Ale i u mnie widać ten owczy pęd - kupuję więcej jedzenia niż zwykle. Po powrocie z Biedronki kupuje jeszcze proszek do prania w drogerii „Bin Com”, klej Superglue w księgarni „Eureka” i… idę się ostrzyc w zakładzie fryzjerskim „Studio Uroda” w moim bloku. W „Studio Uroda” atmosfera inna niż zwykle, czuć pewne rozgorączkowanie.

Ludzie robiący zakupy w supermarkecie podczas pandemii

Zmiana stylu życia i nowe realia

15 marca, niedziela - trzygodzinna wycieczka rowerowa do Niesłabina i Orkowa (po zamknięciu wszystkich placówek kulturalnych do Poznania już nie mam po co jechać). Dwie wioski, które zawsze mijam w drodze do Poznania; przejeżdżałem przez nie już setki razy, ale dzisiejsza wycieczka ma całkiem inny charakter. W Niesłabinie skręcam z głównej drogi w zabudowania wioski; ostatnio byłem tu chyba w latach 90. Nie wiedziałem, że w Niesłabinie jest remiza Ochotniczej Straży Pożarnej, a w niej filia śremskiej biblioteki. Odkrywam też bazę transportową jednego z moich klientów. Za nimi skręcam na łęgi, w kierunku Warty. Zupełnie bezludna okolica, dopiero przy samym brzegu Warty z zarośli wyskakuje spłoszony zając. Zanurzam dłoń w wolno płynącej rzece, potem znowu kieruję się łąkami, zaroślami na północ. Dopiero po jakiejś godzinie spotykam w oddali dwa samochody i pędzących łąkami motocyklistów. Żużlowcy postanowili zorganizować sobie trening na tym odludziu? Nie dowiem się tego, dla bezpieczeństwa nie podjeżdżam bliżej.

15 marca, niedziela - podsumowanie finansowe tygodnia. - Tak, ale po tych obostrzeniach, które rząd wprowadził w piątek, po zamknięciu granicy, sytuacja przedstawia się nieciekawie. Wracając (na ulicach mało ludzi, jak w niedzielę), zaglądam do placówek handlowych. Większość sklepów w nowym centrum handlowym na ulicy Zamenhofa jest zamknięta. „Eureka” i „Bin Com” niedaleko mnie działają, ale „Studio Uroda” zamknięte, dobrze więc zrobiłem, że się ostrzygłem w sobotę :-). Od ogłoszenia epidemii ofert coraz mniej, za to odzew pod tymi ofertami coraz większy - po kilkadziesiąt, czasami ponad sto odpowiedzi. Od początku mojej aktywności w grupie również czasami próbuję pozyskiwać zamówienia w ten sposób, oferując moje zwykłe ceny, ostatnio jednak bezskutecznie. Po ile chodzą teraz tłumaczenia w tej grupie? 20 złotych za stronę? Czy jeszcze mniej?

17 marca, wtorek - skończyłem lekturę „Jenny”, krótkiej powieści Erskine’a Caldwella. Chyba jeszcze w liceum przeczytałem jego „Ziemię tragiczną”; nie pamiętam, czy czytałem inne jego książki, a wydano ich w Polsce całkiem sporo. Podobają mi się, są o wiele łatwiejsze w odbiorze niż powieści Faulknera, a przy tym pozostają dobrą literaturą.

19 marca, czwartek - wizyta w moim banku i rozmowa z doradczynią, która w banku opiekuje się moją firmą. Skończyła się akurat lokata, którą mam u nich założoną, i trzeba coś z nią zrobić. Pani przeprasza za zapachy („Cały czas dezynfekujemy pomieszczenia; pan ma lepiej, bo jako tłumacz pracuje pan zdalnie”), wygląda na zaaferowaną, w trakcie rozmowy ze mną odbiera też telefony. W przeciwieństwie do poprzednich lat niestety nie ma dla mnie żadnych atrakcyjnych ofert, wreszcie doradza mi, aby założył coś przez Internet, tam oprocentowanie jest trochę wyższe.

20 marca, piątek - wizyta w salonie Orange na Chopina. Powodem wizyty jest wczorajszy telefon akwizytorki z Orange: „Kończy się panu umowa na telefon stacjonarny i Internet. Jeśli nic pan teraz nie zrobi, umowa się przedłuży, ale na niekorzystnych zasadach, zamiast 79 zł będzie pan płacił 149 zł miesięcznie. - Pani tak powiedziała, ponieważ chciała panu sprzedać usługę - uśmiecha się pracownik.

20 marca, piątek - przechodząc obok budynku „Relaksu” widzę, że tamtejsza jadłodajnia (nigdy w niej dotąd nie byłem) oferuje obiady abonamentowe na wynos za 8,90 zł dziennie. - Tak, tu jest jadłospis. Opakowania na wynos dajemy. Restauracje „Ogryzek” i „Namaja Bistro”, w których dotychczas się stołowałem, z konieczności (zakaz przebywania w restauracjach) również przeszły na posiłki na wynos, ale tam cena jest wyższa (16-17 zł). Czy skorzystam, nawet bez tych „zupów”?

21 marca, sobota - pierwszy przypadek koronawirusa w Śremie; to kobieta po pięćdziesiątce, jest teraz w szpitalu w Poznaniu. Wcześniej mówiło się o żołnierzu zarażonym koronawirusem, ale okazało się, że żołnierz był z Krotoszyna, w Śremie był tylko na ćwiczeniach.

22 marca, niedziela - wycieczka rowerowa do Orkowa, Trzykolnych Młynów i Czmońca. W Orkowie wjeżdżam do lasu w miejscu, w którym z niego wyjechałem tydzień temu, ale tym razem kieruję się na północ, znowu ku Warcie i dalej z biegiem rzeki. Ponownie jazda przez bezludne okolice, lasy, łęgi, zarośla. Niedaleko rzeki z zarośli wyskakuje i truchtem ucieka przede mną spłoszony bażant, w oddali hasają sarny, w oczkach wodnych pływają kaczki i łabędzie. W Czmońcu znowu skręcam w prawo do lasu w kierunku wieży widokowej, o której informuje drogowskaz. Chociaż tyle razy przejeżdżałem przez Czmoniec, nigdy dotąd jej nie widziałem. Wieża, chociaż jest solidną konstrukcją z drewna, raczej rozczarowuje. Mimo zimnej pogody spacerujących jest więcej niż tydzień temu, zarówno na łęgach jak i w okolicach wieży.

22 marca, niedziela - „Namaja Bistro” zawiesiło działalność, przestało wydawać posiłki na wynos. „Ogryzek” jeszcze się trzyma, walczy w nowej rzeczywistości, chociaż z pewnością ma niewielu klientów.

22 marca, niedziela - podsumowanie tygodnia. Dochód w mojej firmie spadł o 30 procent w porównaniu z czasem sprzed epidemii; ta wartość nie oddaje jednak rzeczywistego charakteru zmian w mojej działalności. Kiedyś dużo tłumaczeń zlecałem na zewnątrz, teraz nie zlecam praktycznie niczego, wszystkie tłumaczenia wykonuję sam.

Mapa powiatu śremskiego z zaznaczonymi trasami wycieczek rowerowych

Nowe nawyki i niepewność jutra

23 marca, poniedziałek - zaczynam sam gotować obiady. Gotować? Trudno to nazwać gotowaniem :-). Gotowanie ogranicza się do zagotowania ziemniaków, reszta to garmażerka kupowana w Biedronce - chicken bites, roladki devolay, które smażę na patelni, i gotowe sałatki i surówki, które kupuję w tejże sieci. Ale to i tak duża zmiana w porównaniu z tym, co było wcześniej. Przez 57 lat mojego życia nigdy nie gotowałem obiadów. Po opuszczeniu domu rodzinnego stołowałem się w stołówkach (studenckich, zakładowych, wojskowych, szkolnych), a od dawna chodzę na obiady do restauracji serwujących „danie dnia”.

24 marca, wtorek - rząd zaostrzył środki w związku z epidemią.

24 marca, wtorek - rozmowa telefoniczna z M., jedną z moich tłumaczek niemieckiego, z którą współpracuję od dziewięciu lat. Ostatnie tłumaczenie wykonała dla mnie 16 marca, od tego czasu cisza. Jest w trudnej sytuacji, wzięła dwa kredyty, teraz nie ma za co ich spłacać, zastanawia się nad zawieszeniem działalności, aby nie płacić ZUS-u. Odradzam zawieszenie; mówię, że według moich informacji małe firmy i tak będą zwolnione z ZUS-u na trzy miesiące. Niestety, nie mogę jej poza tym pomóc.

25 marca, środa - Krzysztof, znajomy właściciel hurtowni chemicznej i drogerii, podarował mi krem antybakteryjny. Przyda się, chociaż już od wybuchu epidemii staram się często myć ręce i dezynfekować klamkę denaturatem. Wirusa się nie boję, bardziej boję się kwarantanny czy przymusowego zamknięcia w szpitalu.

25 marca, środa - otrzymałem dość duże zlecenie od pewnego biura tłumaczeń z Warszawy. Nic wtedy z tego nie wyszło, biuro pamiętało jednak o mnie i teraz zleciło tłumaczenie akt położonej na Kresach parafii ewangelickiej z XIX wieku.

27 marca, piątek - od kilku dni słucham wszystkich koncertów fortepianowych i sonat na fortepian Mozarta w wykonaniu Carmen Piazzini. trzy komplety sonat Mozarta, ale do nagrań Piazzini powracam najczęściej, mimo że zostały wydane w tanim (niektórzy powiedzieliby, że tandetnym :-)) 40-płytowym boksie wydawnictwa Cascade. Lekkość i brawura wykonania są porywające. Mam nadzieję, że moja kupiona w 2003 roku wieża Philipsa jeszcze trochę będzie ze mną.

28 marca, sobota - przed wycieczką rowerową robię zakupy w Biedronce. Kilka dni temu Biedronka zmieniła godziny pracy, otwierają teraz o ósmej i wpuszczają klientów partiami. Przed sklepem tuż przed otwarciem kłębi się tłumek kupujących, wszyscy od razu na pewno nie wejdziemy. „Kolejka jest z tej strony, nie z tamtej”, co chwila woła jakaś kobieta. Wreszcie otwarcie. „Spokojnie, ludzie, nie pchać się”, mówi postawna sklepowa, pilnując wejścia.

28 marca, sobota - kolejna trzygodzinna wycieczka do Czmońca. Tuż przed wioską skręcam w lewo do lasu i docieram do miejsca piknikowego, które dotąd znalem tylko z mijanego tyle razy drogowskazu „Bobrowy szlak”. Zaskakuje dobra infrastruktura - drewniane ławy, stoły, jest nawet obmurowane miejsce na ognisko; latem pewnie nie brakuje tu turystów, teraz oczywiście jest pusto. Miejsce położone nad zbiornikiem wodnym w rozlewiskach Warty, nie nad samą rzeką. Jest też i wspomniany „Bobrowy szlak”, czyli ścieżka z tablicami informującymi o lokalnej florze i faunie. Lasem i łęgami dojeżdżam do ujścia strumyka bez nazwy do Warty, przy którym byłem tydzień temu, potem znowu do wieży widokowej i do samej wioski.

28 marca, sobota - zakończyłem lekturę „Wiernej rzeki” Żeromskiego, jednej z najpiękniejszych opowieści miłosnych, jakie ostatnio czytałem. Dlaczego Żeromski ma tak złą opinię wśród współczesnej inteligencji, dlaczego z lekceważeniem mówi się o „żeromszczyznie”? W liceum jego „Ludzie bezdomni” i „Przedwiośnie” nie podobały mi się tak bardzo; zmieniłem zdanie, kiedy powróciłem do tych książek kilkanaście la temu. Potem przyszedł „Wiatr od morza”, „Popioły”, teraz „Wierna rzeka”. Bardzo lubię jego język, pełen plastyczności, muzyczności; mistrzowska jest jednak również kompozycja powieści, charakterystyka postaci.

29 marca, niedziela - zmarł Krzysztof Penderecki. Tylko raz byłem na jego koncercie, podczas festiwalu „Musica Sacromontana” w Głogówku 6 października 2012 roku. Mistrz dyrygował wtedy serenadą Antonína Dvořáka, również własnymi utworami.

29 marca, niedziela - podsumowanie finansowe tygodnia. Tydzień bardzo dobry, nawet lepszy niż w czasach przed epidemią, a to dzięki temu, że w piątek otrzymałem bardzo obszerne zlecenie od jednego z moich stałych klientów.

31 marca, wtorek - w Śremie spadł pierwszy śnieg w tym roku, i to już wiosną, kiedy zima minęła :-). Powszechnie narzeka się teraz na bezśnieżne zimy; gdyby jednak tylko na tym miało polegać ...

10 marca, wtorek - właśnie skończyłem lekturę „Lewej ręki ciemności” Ursuli Le Guin. To pierwsza powieść pisarki, którą przeczytałem, wcześniej czytałem tylko jej opowiadania. Książka podoba mi się, jest kolejnym przykładem tego, że literatura science fiction może należeć do kultury wysokiej. Nie wszystko w powieści jest udane, na przykład od opisów intryg pałacowych, w które są uwikłani Genly Ai i Estraven, wolę epicki opis wędrówki bohaterów przez śniegi i lody planety Zimy, trzeba jednak przyznać, że to wybitna literatura. Nie bardzo tylko rozumiem, dlaczego - według niektórych - powieść ma być manifestem feminizmu.

Okładka książki

tags: #mosina #apteka #natura #staz

Popularne posty: